Bloog Wirtualna Polska
Są 923 934 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Mały gwiazdor ;)

sobota, 11 lutego 2012 14:42

Mały nasz szkrab jest coraz bardziej łobuziowaty. Teraz go upilnować jest mega strasznym problemem ;)Jeździ na wózeczku od jednej szafki do drugiej robiąc nam pilota. I nie ukrywa w tym swojej wielkiej radości. Muszę się przyznać, że nawet nie mam sumienia by sie na niego pozłościć z tego powodu, więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko biegać za Kacem i wszystko sprzątać.  A będzie z nim jeszcze "gorzej" ponieważ zaczynamy coraz intensywniej ćwiczyć naszego małego szkraba. Z tego powodu nasz tydzień zaczyna mieć coraz bardziej napięty grafik. I zapewne efekty tych ćwiczenień przełożą się również na naszą aktywność ;)

Musimy się pochwalić, ponieważ z Kacpra rośnie mała gwiazda telewizyjna. A to za sprawą programu "Coś dla Ciebie" emitowanym w TVP2, którego jeden z marcowych odcinków będzie poświęcony między innymi naszej Myszce. Nagranie odbyło się w czwartek, i przebiegało w bardzo miłej atmosferze. Kacperek na początku był mocno zdziwiony i zszokowany ilością nowych osób oraz skomplikowanego sprzętu. Ale nie ma co ukrywać, Kacper jako prawdziwa gwiazda szybko odnajduje się w nowych sytuacjach i już później czarował całą ekipę uśmiechami, puszczaniem oczka oraz ciągłym przybijaniem żółwika. Z nagrania jesteśmy bardzo zadowoleni, miejmy nadzieję, że efekt końcowy będzie zadowalający. Całej ekipie TVP oraz kadrze naszego wspaniałego hospicjum wielkie DZIĘKI za trud, zaangażowanie i wielkie chęci  przy realizacji tego programu. Jeśli tylko dowiemy się o dokładnej dacie emisji programu, niezwłocznie poinformujemy Was o tym. 

 

PS.: Proszę o odrobinę wyrozumiałości co do braku zdjęć z turnusu, ponieważ to nie my je robiliśmy więc        ich jeszcze nie posiadamy. I tak jak pisałem jak tylko je dostaniemy to szybciutko wrzucimy je do          galerii. 

POZDRAWIAMY WSZYSTKICH GORĄCO :) 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330833713,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

I po turnusie ;)

wtorek, 24 stycznia 2012 23:27

    Wszystko co dobre szybko się kończy. Stara prawda, która już nie raz udowadniała nam, że jest ciągle aktualna. Dwa tygodnie turnusu mineły nam bardzo szybko. Dla Kacpra były to dwa tygodnie ciężkiej pracy, a dla mamusi dwa tygodnie na złapanie oddechu i naładowanie baterii na czas pracy w domku.
    Ale od początku. Do Mielna dotarliśmy późnym wieczorem, więc z morzem przywitaliśmy się dopiero następnego dnia, zaraz po zakończeniu zajęć.  Całe szczęście nad morze mieliśmy tylko 5 min spacerku ;). No muszę przyznać, że pierwsze chwile na plaży dla Kaca nie wiązały się z niczym przyjemnym. Wiatr i wielka ruszająca się „wanna” wody nie były dla niego najlepszą opcją spędzania wolnego czasu ( bynajmniej nie na pierwszy raz). Naszczęście następne spotkania z morzem i mewami, przebiegały już w przyjemniejszej atmosferze. A wdychany jod, nakręcił go pozytywnie na następny rok.
    Na zajęciach bywało różnie. Wszystko zależało od humoru naszego arcyksięcia ;). A zaznaczyć trzeba, że pan Kacper zrobił się strasznie humorzasty, wszystko jest na „NIE” i robi tylko to na co ma ochotę. Dlatego też terapeutki miały nie lada wyzwanie, by zmobilizować Kaca do pracy. Najwięcej radości sprawiały Kacprowi zajęcia z terapii ręki. Pani Kamila, zadbała o to by nasz skarb na każdych zajęciach miał coś nowego i interesującego ;). Kacucha stworzył swoje pierwsze arcydzieła, bawił się w kiślu, kaszy, piasku. Jedyne co mu się na tych zajęciach nie podobało to zabawa masą solną, która ewidentnie nie przypadła Kacprowi do gustu. Kolejnymi zajęciami, które misio polubił to integracja sensoryczna. A na tych ćwiczeniach, masaże, wibracje i huśtawka sprawiały, że Kacprowi uśmiech z twarzy nie znikał nawet na chwilkę. Wielkim sukcesem Kacpra i terapeutów, było przekonanie się do zajęć na basenie ;). Kac czuł się niczym ryba w wodzie. Z wielką radością chlapał wszystkich do okoła No ale z przykrością muszę stwierdzić, że nie wszystkie zajęcia pasowały Kacprowi. Do takich między innymi należały zajęcia z logopedą. Na nich łobuz pokazywał swój charakter i robił wszystko aby nie wykonywać poleceń pani Oli, między innymi zatykał uszy, oczy i główne motto to: „nie,nie,nie”. Ale mimo tego udało się nam nauczyć wierszyka przy użyciu znaków Makatona.  Zaczeliśmy wprowadzać także pictogramy, które mamy nadzieję ułatwią nam komunikację z naszym maluszkiem. Musimy także wspomnieć o zajęciach z dogoterapii. To dzieki nim Kac miał tak bliski kontak ze zwierzętami. Kacper mógł spokojnie wytargac pieska za uszy, uczesać go, umyć ząbki, czy nauczyc się przypinania smyczy.
    Jak sami widzicie, turnus ten był pełen nowych doznań i emocji. Dla nas jako rodziców, był takim pryzmatem na to co mamy do zrobienia przez najbliższe miesiące, a dla Kacpra  czasem ciężkiej pracy i nauki poprzez zabawę. Mieliśmy także okazję poznać wiele fantastycznych osób, ktróre sprawiły, że ten turnus na pewno zostanie nam na długo w pamięci w szufladce z miłymi wspomnieniami.
    Kończąc, chcieliśmy Wam wszystkim podziękować, bo dzięki Waszym dobrym serduszkom, ten wyjazd mógł się odbyć. Został on sfinansowany ze środków, zebranych dzięki zeszłorocznej akcji 1% na rzecz Kacperka. I jak sami widzicie nawet najmniejszy 1% jest w stanie zdziałać cuda. DZIĘKUJEMY :).

 

Ps.: jak tylko będziemy mieli zdjęcia, natychmiast się nimi podzielimy ;)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330786292,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Oj sie dzieje.

piątek, 13 stycznia 2012 19:28

Witajcie,

musicie mi wybaczyc, że aż tyle dni musieliście czekać na wpis ale dopiero teraz udało mi się zalogować. Prawie pierwszy dzień ćwiczeń mamy już za sobą. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego turnusu bo ma wręcz rewelacyjny wpływ na Kaca. Największy sukces przyniosły zajecia na basenie, dzięki którym Kacperek nareszcie przestał się bać wody. Poza zajęciami na basenie sa także zajecia: z dogoterapii, muzykoterapii, logopedii, terapii reki i rehabilitacji. Jak sami widzicie, plan zajeć jest dosyć napięty. Na szczęście nie brakuje czasu na spacerek brzegiem morza, który potrafi przynieść wiele radości. Co do samego ośrodko to muszę przyznać, że warunki są rewelacyjne. Jestem święcie przekonany, że to nie jest nasz ostatni wyjazd na zimowy turnus rehabilitacyjny. A kolejne wyjazdy będą możliwe tylko dzięki Waszej pomocy, która nie wymaga wiele wkladu wystarczy przekazać 1% podatku na rzecz naszej perełki. Pozdrawiamy gorąco.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330752042,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pakowanie, pakowanie ;)

niedziela, 08 stycznia 2012 0:36

Wielkiego pakowania nadszedł czas. Nie ukrywam, że nie należy to do łatwych czynności. Obawiam się, że najwygodniej by było pojechac tam TIR-em albo jakims pociagiem towarowym. Tak naprawdę to nasz pierwszy tak poważny wyjazd i to na tak dlugo ;) . Obaw jest wiele ale wieżę, że nasz Skarbek nie wymyśli żadnego psikusa i turnus upłynie spokojnie. A tam atrakcji co niemiara. Już sama obecność morza jest mega wydarzeniem, a do tego zajecia na basenie bajkoterapia, dogoterapia, i wiele innych ciekawych zajęć.  I pierwszy w życiu bal karnawałowy, hehe i pewnie was zdziwi fakt, że Kacuszka będzie przebrany za żołnierza ;) ( nie mam pojęcia skąd Martynka wpadła na taki pomysł). Jestem święcie przekonany, że stare przysłowie „Za mundurem panny sznurem” i w jego przypadku będzie prawdziwe :). No nic pora już kończyć bo jutro długaaaaaaaaaaaa droga nas czeka. Pozdrawiamy gorąco.

Ps.: Co prawda relacji na żywo nie możecie się spodziewać, ale będę się starał na bieżąco pisać co  
       tam u  moich dwóch kochanych istot słychać. Jeśli długo nic nie będzie się pojawiać, znaczy  
       się, że padłem  z tęsknoty



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330735575,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Postanowienie noworoczne ;)

środa, 04 stycznia 2012 21:40

Dobrze, że nie żyjemy w kraju jakiegoś totalitaryzmu, bo za taki brak konsekwencji w pisaniu blooga został bym skazany na jakieś ciężkie prace w kamieniołomach albo jeszcze gorzej;). No, na całe szczęście żyjemy w państwie demokratycznym, dzięki czemu mogę naprawić mój BŁĄD. W sumie, powrót do pisania to takie troszkę moje postanowienie noworoczne. Miejmy nadzieję, że uda mi się je zrealizować i dnia 31 grudnia 2012r. będę mógł z czystym sumieniem spojrzeć w lustro.

No, ale teraz pora napisać co u nas. Oj a jest co pisać. Muszę powiedzieć, że jak patrzę sobie teraz na naszego szkraba ( 13,7 kg), to muszę przyznać, że szczena opada. W czerwcu mieliśmy mały zabieg operacyjny, który sprawił, że nasz Kac się odblokował, i robi takie skoki rozwojowe, że szok. W sierpniu postanowiliśmy zakupić aktywny wózek inwalidzki, specjalnie przystosowany do Kacperka. Nie zapomnę miny pana, który przyjechał na pierwsze spotkanie twierdząc, że na Kacpra to będzie ciężko zrobić wózek, bo jest za mały i sobie nie da rady. Ale Kac wsiadł tylko na taką pokazówkę i w mig pojął, o co w tym wszystkim chodzi;). Więc po 6 tygodniach Kacucha dostał swoja pierwszą brykę. Musze przyznać, że jest wypasiona J. Teraz Kacperek jest kompletnie niezależny i śmiga sam gdzie tylko mu się spodoba. Fakt, że obija jeszcze wszystko po drodze, ale sobie radzi. Najlepszą zabawa teraz jest opcja dojeżdżania do komody i wywalania ręczników, albo wjeżdżania wózkiem w piszczele. Radocha, że ło hoho ;). Z kolejnych sukcesów naszego skarba jest fakt, iż Kacper zaczyna dostawać mleczko do brzuszka, dzięki czemu mogliśmy skrócić czas podłączenia do worka i pompy aż do 13 godzin. Więc teraz mamy 11 godzin wolnego, które Kacper trwoni na jeżdżeniu po całym domu. Jedyna smutna wiadomością to fakt, że święta spędziliśmy w szpitalu no, ale najważniejsze, że wspólnie razem zasiedliśmy do improwizowanego stołu wigilijnego;). Teraz Kacperek razem z kochana mamusia szykują się do turnusu rehabilitacyjnego, który zaczyna się już od poniedziałku. Ech 2 tygodnie bez moich słodkich kochanych perełek może być bardzo ciężkie. Ale czego się nie robi dla dobra naszego dżentelmena;). No nic, kończę ten pierwszy wpis w nowym roku, trzymajcie kciuki, co by mi wystarczyło sił do realizacji mojego postanowienia noworocznego;). Pozdrawiamy GORĄCO ;)  

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330715935,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Cicho i spokojnie.

poniedziałek, 14 lutego 2011 18:29

W sumie nic dodać nic ująć. Cisza, spokojnie oby tak dalej bo po co nam jakieś niechciane rozrywki. Kacuszka nasza kochana szaleje masakrycznie i cały czas rozrabia. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy nawet na chwilkę. Błogie są takie chwile, nawet w trakcie rehabilitacji, jest rzadkością gdy płacze i zaczyna coraz więcej wysiłku wkładać w ćwiczenia. Ech mam nadzieję, że uda nam się kiedyś posadzić Kacperka na wózku. Fajnie by było, no ale zdajemy sobie sprawę, że czeka nas kawał ciężkiej i mozolnej pracy. Ale na pewno dopniemy swego, a jak już dojdziemy do tego etapu, to przed Kacem świat czeka otworem. No nic, życzę wszystkim miłych walentynek. Pozdrawiamy serdecznie i gorąco.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328734098,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kolejny punkt dla nas.

czwartek, 03 lutego 2011 23:03

Od wczoraj jesteśmy już w domku. W sumie to nie jesteśmy do końca wyleczeni, ale ze względu na tłok na oddziale, i dzięki temu, że jesteśmy pod opieką hospicjum mogliśmy wyjść i doleczyć się w domku. W związku z tym jesteśmy bardzo szczęśliwi, nawet o dziwo Kacper się cieszył. Miejmy nadzieję, że Kac ograniczy się już tylko do wizyt kontrolnych. Ech, przyznam Wam się, że mimo iż nie lubię szpitala i pobytu w nim, to jednak tam jestem dużo spokojnieszy, i wiem że Kacprowi można bardziej pomóc. No ale strach trzeba schować do szuflady i cieszyć się każdą chwilą w domku. Pozdrawiamy Was gorąco ;).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328653264,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Spokojnie to tylko pożar.

niedziela, 30 stycznia 2011 21:43

No nie ma co ukrywać, tego dawno nie grali. Mamy zapalenie płuc. Nie powiem troszkę zawiało chłodem, bo pierwsze co, to były obawy, że zastawka komorowo opłucnowa coś zaszwankowała. Niewątpliwie coś napewno było nie tak, bo płynu w opłucnej było ciut za dużo. Została wprowadzona terapia antybiotykowa, i terapia leżakowa, czyli jak najwiecej leżeć. Wyobrażacie to sobie, istna masakra, Kacper ma leżeć. W sumie przez pierwsze dni pomogła nam wysoka temperatura, no a teraz (od piątku już nie gorączkujemy) musimy się troszkę natrudzić, bo młodym robi istne fikołki w tym łóżeczku. Jutro kontrolne RTG płuc, więc liczymy, że będzie poprawa.

Tak w ramach ciekawostek, to Kacperski miał test na AH1N1, i całe szczęście go nie zdał, czyli test ujemny. Byliśmy wręcz pewni, że wszystko będzie ok, ale jakaś tam nutka strachu przed epidemiologiczną chorobą była. No nic nie zanudzam, powoli wracamy do zdrówka i miejmy nadzieję, że już wkrótce będziemy wszyscy w domku. ;)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328623739,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

39,4 i koniec turnusu;(

wtorek, 25 stycznia 2011 23:26

No i masz babo placek. Takie mi tylko słowa przychodzą na myśl. Wyobraźcie sobie, że ta nasza dzidzia sobie wymyśliła, że koniec ćwiczeń i trzeba iść odpocząć. Wszystko byłoby ok., gdyby nie fakt, że metody jego by do tego dojść nie należą do najlepszych. A mianowicie postanowił, że sobie zagorączkuje i to aż do 39,5 st. Celsjusza. Godzinę też sobie wybrał całkiem wporzo, bo drugą w nocy. Udało nam się ją zbić i resztę nocki mieliśmy spokojną. No, ale nasza radość nie trwała zbyt długo, bo popołudniu temperatura wróciła i to już na dobre, bo nie zareagowała już na żadne leki, więc nie wiele myśląc zadzwoniliśmy do naszej klinik pediatrii i żywienia oznajmić, że jedziemy. No i trzeba było się spakować i heja na ferie do CZD. Nadmienię, że Kacper gdy tylko usłyszał o tym, że jedziemy na oddział to w momencie z klapeusza zamienił się w uśmiechnięta istotkę (wredota jedna). W samochodzie to nawet trochę sobie tańczył. Zaskoczę Was, ale w CZD nikt za nami nie tęsknił, aczkolwiek na nasz widok co niektórym zrobiło się milusio. Zostały nam pobrane badania: krew , mocz i posiewy. Nasze przypuszczenia ( czyt. Posocznica) nie znalazły odzwierciedlenia w wynikach ogólnych krwi. Z jednej strony to całkiem dobrze, bo każda posocznica to bezpośrednie zagrożenie życia a z drugiej strony to w takim razie co mu jest;(. No nic, nie ma co gdybać, trzeba poczekać na resztę wyników, może one nam rozjaśnią sytuację. Więc musiałem zostawić moje dwie iskierki w szpitalu i wrócić do pustego domku. Przyznam, że to naprawdę podłe uczucie, tym bardziej, że ostatnie półtora tygodnia spędzaliśmy ze sobą każdą godzinkę dnia i nocy. Nie pozostaje mi nic innego jak położyć się szybko spać, aby jak najszybciej wrócić do mych skarbów.

 

Ps.: trzymajcie kciuki, aby to nie było nic poważnego.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328594071,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ciężka praca na turnusie.

czwartek, 20 stycznia 2011 20:09

No nie ma co ukrywać, turnus rehabilitacyjny to nie są przelewki. Pan Kacprowy dostaje niezły wycisk, nie tylko fizyczny ale i psychiczny i intelektualny. Pierwszy stres dla Kacpra to fakt, iż pobudka jest o 7:30 .Kac stara się na wszystkie możliwe sposoby udać, że niby nie słyszy budzenia, no ale nie ma przebacz. Poniedziałek był takim dniem organizacyjnym, ale mimo tego Kacper  dostał w kość. To wszystko za sprawą kontaktu z innymi dziećmi na zajęciach z muzykoterapii. Był bardzo przestraszony, i wtulał się w nas chowając się przed całym światem.  Dzisiaj już jest znacznie lepiej, Kacper bawi się wyśmienicie i nie reaguje już na inne dzieci tak jak na początku. Po zajęciach z muzykoterapii mamy adaptację funkcjonalną. Na tych zajęciach Kacper stawia niesamowity opór, bo bardziej jest zainteresowany tym co robi kolega obok niż tym co mówi do niego terapeutka. Następne zajęcia to terapia zajęciowa, na której największą atrakcją jest basen z piłeczkami. Młody po prostu oszalał na tym punkcie. Bawi się jak szalony i za każdym razem z trudem udaje nam się go z niego wyciągnąć. Po tych zajęciach mamy chwilkę przerwy a po niej rehabilitacja z Piotrusiem. O dziwo Kac nie reaguje już płaczem na ćwiczeniach, no chyba że w momencie pionizacji. No ale to wszystko dla Kacpra dobra. Mam nadzieję, że kiedyś Żabka to doceni. Po tych ostatnich zajęciach wracamy do domku, gdzie nasz leniuszek idzie spać i o dziwo przesypia 4 godzinki. Kto by pomyślał, że te kilka godzin jest takie wyczerpujące. I tak na zakończenie chciałem się pochwalić, bo Kacper nauczył się pięknie klaskać oraz zalotnie puszczać oczka. Po prostu istny słodziak. Pierwsze co robi po przebudzeniu to jest właśnie klaskanie. Taki widok jest chyba w stanie rozmiękczyć nawet najtwardsze serceJ. No nic kończę tą relację, trzymajcie za Kacpra kciuki bo czeka go jeszcze 6 dni ciężkiej pracy J. Pozdrawiamy gorąco.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328565450,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pracowity rok;)

piątek, 14 stycznia 2011 22:29

 Nowy rok pozwala zadać pytanie, jaki on będzie? I mimo tego, iż do końca pełnej odpowiedzi na to pytanie nie uzyskamy to i tak wiemy, że będzie to rok pracowity. I w sumie pracowicie się rozpoczyna, a to za sprawa kolejnego już turnusu rehabilitacyjnego, który zaczynamy już w poniedziałek. Nowością i ciekawostką dla nas na tym turnusie będą zajęcia z muzykoterapii. Biorąc pod uwagę zdolności taneczne Kaca, to może być ciekawieJ. Końcówka stycznia to też istne szaleństwo zakupów. Dzięki Wam, już w tym miesiącu będziemy mogli zakupić Kacprowi niezbędny sprzęt rehabilitacyjny. Mam tu na myśli specjalistyczny wózek dla dzieci z rozszczepem kręgosłupa, pionizator, łuski oraz specjalną sznurówkę na kręgosłup, który pomoże Kacprowi zachować odpowiednią postawę, gdy siedzi.  Więc jak dobrze pójdzie to Kacper w lutym będzie śmigał nowiutką bryką ;)  No, ale na razie trzeba zejść na ziemię i trzeba weekend wykorzystać na totalne lenistwo, by od poniedziałku zacząć ciężką pracę na turnusie. PozdrawiamyJ

Ps.: Jeśli ktokolwiek ma jakieś pomysły i chciałby nam pomóc w tegorocznej akcji 1% to bardzo prosimy o kontakt z nami za  pomocą: poczty email, nk, facebooka bądź pod numerami telefonów. Z góry dziękujemy ;).  



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328534617,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Najmagiczniejsze święta!!!

środa, 29 grudnia 2010 0:11

W sumie tytuł mówi sam za siebie, i można by powiedzieć nic dodać nic ująć. Ech ale jak tu nie opisać tych pięknych i wspaniałych świąt. Były to już nasze trzecie święta we trójkę, ale pierwsze święta spędzone w domu a nie w szpitalu. Przyznam, że do ostatniej chwili z obawą oczekiwaliśmy pierwszej gwiazdki, mając nadzieję, że nasza iskierka nie wymyśli dziwnej historii, tylko po to by znaleźć się na oddziale. No ale z całą odpowiedzialnością mogę napisać UFF- udało się. Pewnie wiele osób na myśl o świętach i całej tej rodzinnej atmosfery ma mdłości, my jednak byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Sądząc po zachowaniu Kacprowi taka forma spędzania świąt Bożego Narodzenia jak najbardziej odpowiadała. Heh w sumie nie ma się co dziwić skoro były tak obfite w prezenty. Jednym z mega fajnych, to wypaśne sanki z oparciem, śpiworkiem i popychadłem( i nie chodzi tu o mnie ani nie o Martynkę;)). Pierwsze jazdy Kac ma już za sobą i nie obyło się bez małej wywrotki ale młodemu się bardzo podobało. Poza saniami Kacucha otrzymał mnóstwo zabawek edukacyjnych, z których na pewno zrobimy należyty użytek. No ale cóż jak to mówią "wszystko dobre, co się szybko kończy"; i dokładnie tak było w tym wypadku. Miejmy nadzieję, że te święta nie będą wyjątkiem, i tak będziemy już spędzać każde świąteczne chwile z dala od szpitalnego łoża. Teraz czas przygotować się do nadejścia nowego roku aby ten nadchodzący był łaskawy dla naszej megaśnej trójeczki. Pozdrawiam  Was bardzo gorąco.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328431521,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Życzenia

czwartek, 23 grudnia 2010 0:12

KOCHANI

Z OKAZJI NADCHODZĄCYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

CHCIELIŚMY WAM ZŁOŻYĆ NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA

ZDROWYCH RADOSNYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT,

ZAŚ NA NOWY ROK ŻYCZYMY WAM:

BY W TYM 2011  NIGDY NIE ZABRAKŁO WAM SIŁY W DĄŻENIU DO CELU,

BY TYCH CHWIL BEZ UŚMIECHU BYŁO JAK NAJMNIEJ,

ABYŚCIE ZAWSZE OBOK MIELI OSÓBKĘ, KTÓRA WAS WESPRZE I POMOŻE

IŚĆ PRZED SIEBIE, I NIECH WASZĄ DEWIZĄ NA NADCHODZĄCY ROK BĘDZIE:

"WYSTARCZY ODROBINA NADZIEJI POZYTYWNE MYSLENIE WSZYSTKO ODMIENI"

 

DZIĘKUJEMY WAM ZA KOLEJNY ROCZEK Z WASZĄ OBECNOŚCIĄ, LICZYMY ŻE W 2011 TEŻ BEDZIEMY MOGLI NA WAS LICZYĆ ;)

 

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328378366,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Pakt z Panem Bogiem.

czwartek, 25 listopada 2010 12:25

Witajcie, mieliśmy małe problemiki z netem więc powstała króciutka przerwa. Ale już ją nadrabiamy. Nie mogę napisać, że u nas nic ciekawego bo byłoby to nieprawdą. Troszkę się działo. Zacznę od tego, że dnia 7.11.2010r. w kościele pw. św. Jadwigi Królowej Polski odbyło się uroczyste dopełnienie chrztu Kacperka. No muszę powiedzieć, że stresu było co nie miara, ale całe szczęście prawie wszystko wyszło tak jak trzeba. Kacper troszkę był przerażony wizją moczenia głowy ale jak wszystko w swoim życiu zniósł to dzielnie. No i całe szczęście mamy to już za sobą. Po powrocie do stolicy nadszedł czas na odpoczynek od tych naszych wojaży, należało się to nam a przede wszystkim Kacperkowi, który ewidentnie już był zmęczony. Po tygodniu błogiego spokoju nadszedł czas na troszkę podkręcenia śrubki z emocjami i Kac postanowił, że nie będzie oddychał. Staraliśmy mu się wytłumaczyć sami, że jednak oddychać samemu jest fajnie i nie jest to trudne, ale Kacucha nie dał się przekonać więc w efekcie tego na drugi dzień z gorączką trafiliśmy na znany nam już doskonale oddział żywienia w CZD. I nie uwierzycie ale okazało się, że wszystko jest ok. Po przekroczeniu progu w izbie przyjęć temperatura spadła do 36,3 bezdechy powoli ustępowały a wyniki krwi były bardzo dobre. Dla pewności mieliśmy zrobioną tomografię główki, gdzie znaleźliśmy przyczynę takiegoż zachowania. Była nią zastawka, która troszkę za bardzo działała i myszka nam się troszkę przedrenowałą. Więc dostaliśmy zalecenia, że Kac ma troszkę więcej leżeć i możemy wracać do domku. Co oczywiście uczyniliśmy  z wielką radością. Więc teraz odpukać jest spokój i czekamy z niecierpliwością świąt mając nadzieje, że będą to pierwsze święta spędzone poza szpitalem. Oby tak było. Pozdrawiamy Was wszystkich gorąco.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328184185,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

I po turnusie.

niedziela, 07 listopada 2010 21:12
Właśnie zakończył się nasz dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny w Centrum Zdrowia Dziecka. Był to czas ciężkiej i wytężonej pracy Kacperka. Mały brał udział w zajęciach z adaptacji funkcjonalnej, terapii zajęciowej oraz ćwiczeń idywidualnych z naszym Piotrusiem :). początkowo lekarze nie wierzeli, że mały wytrzyma te dwa tygodnie, ale nie wiedzieli, że to przecież prawdziwy STRONG MAN, który się nigdy nie poddaje.
Początkowo zajęcia z adaptacji były dla niego przerażające, gdyż nie rozumiał czego ta Pani właściwie od niego chce i czemu ona każe mu coś robić. Na koniec jednak zadania typu: wrzucanie piłeczek do tuby, karmienie monetami świnki czy sprzątanie klocków nie miały juz przed nim tajemnic. Powoli zaczął sie także uczyć słówek. i nawet czasem uda mu się rozpoznać lale misia czy baloniki:). Na terapi zajęciowej Kacper był swoim żywiole. Cały czas się śmiał i cieszył i razem z Panem Piotrkiem wyprawiał różne świry. Podczas cwiczeń indywidualnych niestety nasz strong man zamieniał się w małą bezbronną dzidzie. Cos na sali ćwiczeń mu nie pasowało i biedny prawie cały czas płakał, jednak jego trener nie jest tak miękki jak mama i mu nie ułatwiał, dzięki czemu widoczne są niezłe efekty. Nie obyło się również bez popsutych przez wujka Piotrka worków :)
Turnus możemy więc w 100% uznać za udany. Kacperek nauczył się wielu fajnych i ciekawych zabaw oraz zdobył wiele nowych umiejętności. Także my dowiedzieliśmy się w jaki sposób sie z nim bawić, by motywować go do dalszego rozwoju i pokazywać inne fajne możliwości, a nie tylko w kółko powtarzane te co juz potrafi.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328093615,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Halloween Party!

niedziela, 24 października 2010 22:56
Oj to była gorąca sobota. Otóż okres sprzyja by robić takie zabawy, nie chcieliśmy być gorsi więc i taka odbyła się w tą sobotę. Oczywiście głównym wodzirejem był nasz kochany Kacperek, który przebrany za żabkę wręcz rozbawiał całą gromadę cioć i wujków. Atrakcji było co nie miara m.in.: tańce na dance macie, karaoke, tańce na parkiecie, oraz kalambury, które okazały się totalnym  hiciorem. Nie zabrakło też nadzwyczajnych gości m.in.: piratów, czarownic, wampirów, rogaczy, morówek, "leśnych driad", oraz kochanego Ferdka Kiepskiego. Naprawdę muszę powiedzieć, że było przednio. Trzeba przyznać, że nam była taka impreza bardzo potrzebna. No cóż ale trzeba wracać do rzeczywistości i od jutra zacząć intensywne ćwiczenia na naszym pierwszym turnusie rehabilitacyjnym. Kacperek chyba jeszcze nie do końca zdaję sobie sprawy co go tam czeka, zresztą my też w sumie nie wiemy czego mamy się spodziewać. No ale głęboko wierzymy, że będzie widać efekty. Oczywiście będziecie informowani na bieżąco o przebiegu  turnusu. Gorąco pozdrawiamy.  

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6526359,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziękujemy ;)

piątek, 22 października 2010 19:49


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6517934,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Niespodziewajka !!!!

niedziela, 17 października 2010 23:55
Kochani dawno nas tu nie było. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka WINA ;) Tak no jakoś wyszło, że nie mogłem się zebrać w sobie i coś napisać. Ale spokojnie u nas wszystko w jak najlepszym porządeczku ;). Kacperski po prostu przechodzi samego siebie. Zaczynamy okres porządnego rozwijania swoich zdolności. Kacucha umie ładnie dać cześć przybić piątala, zrobić baran baran buc oraz noski noski eskimoski, obdarza nas coraz większą liczbą całusów, obgryzając nam przy tym nosy :). Powoli zaczyna brać różne rzeczy do buzi wiec to dla nas nie lada postęp. Cały czas tańczy i rozrabia :) Wyłapuje każdy moment gdy się nie patrzymy by coś pociągnąć, zrzucić, rozebrać się lub lalkę :) Miłym zaskoczeniem jest także zmiana w reakcji na Pana rehabilitanta gdyż płacz zamienił się w szczery uśmiech i młody chętnie ćwiczy, dzięki czemu już prawie umie samodzielnie siedzieć ( choć trwa to niedługo, ale daje rade) :). Z naszych nowości to także to, że wzięło nas pod swe skrzydła nowe hospicjum Promyczek. Kacperek wiec czaruje nowe ciocie, które uwielbia i myślę, że z wzajemnością. Tyle nas nie było i już nie wiem co napisać. Oj co najważniejsze mamy już 2 LATA :). Imprezka była mega fajna i trwała skromne 3 dni :) Kacperek pięknie się bawił. Jemu bardzo odpowiada być w centrum uwagi i jest pierwszym zabawiaką.Szczerze mówiąc strach pomyśleć co będzie na jego 18 skoro on już tak tańcuje :) Najważniejsze, że obyło się bez awantur policji i narzekań sąsiadów hehehehe;) Więc jak sami widzicie jest super ( odpukać w niemalowane), jedyne wizyty u lekarzy jedynie w celach kontrolnych. Kacper jeszcze nie wie ale przed nim dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny, więc będzie musiał zacisnąć zęby i wziąć się do roboty ;) No może na tyle koniec, co byście się nie zanudzili za bardzo. Podsumowując nasze życie staję się coraz bardziej podobne do normalnego życia ;)

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6502873,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wakacje, ach te Wakacje

wtorek, 13 lipca 2010 17:27
Takich wakacji dawno nie mieliśmy. Z naszego kochanego Kacperka zrobił się mały Wędrowniczek. Odkąd udało nam się naprawić nasz jeżdżący "zabyteczek", non stop jesteśmy w rozjazdach. Kacprowi bardzo podobają się wakacyjne wojaże. Może nie są jakieś rewelacyjne bo raptem dwa razy wyjazd do Radomska i jeden do rodzinki w okolicach Kutna. I wszystko byłoby piękne gdyby nie te straszliwe upały, które dają nieźle w kość naszej żabce. Wyobraźcie sobie, że Kacuszka ma nawet za sobą malutki dystans na dmuchanym krabie w basenie ;) nawet mu się podobało bynajmniej cały czas był mega uśmiechnięty. Odwiedziliśmy także, stare śmieci, czyli oddział intensywnej terapii wad wrodzonych noworodków i niemowląt w Łodzi. Ale spokojnie, byliśmy się pokazać jacy to już duzi jesteśmy ;). Powróciliśmy już do Warszawy bo chyba jednak nie unikniemy pobytu w szpitalu a to ze względu na ponowne zakażenie układu moczowego. No ale miejmy nadzieję, że uda się tego uniknąć. Postaram się jeszcze dziś wrzucić kilka fotek z wakacji ;).

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6177181,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nic nowego.

piątek, 25 czerwca 2010 15:10
U nas w sumie nic nowego się nie dzieje. Dalej nasza zwykła codzienność przeplata się z długimi pobytami w szpitalu. Ale ogólnie tragedii nie ma. Kacperek ma bardzo dobre samopoczucie, uśmiech z jego twarzy nie znika nawet na chwilkę. Rehabilitacja muszę powiedzieć działa cuda, bo już umiemy ładnie siedzieć choć przez chwilkę. Obecnie jesteśmy na wakacjach w Radomsku gdzie się rozpieszczamy przy babciach ;).

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6093454,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

uff;)!

środa, 12 maja 2010 22:18

Kochani, na całe szczęście udało nam się uniknąć zabiegu, ponieważ ząbek postanowił jednak, że sam wyjdzie. Jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi. Jednak nie może być kolorowo i przed samym wyjściem do domku, okazało się, że układ moczowy Kacpra odwiedziła dobrze nam znana bakteria. I to dzięki niej nasz pobyt w szpitalu przeciągnie się przez kolejne dwa tygodnie. Miejmy nadzieję, że Kac już nic przez najbliższy okres nie wymyśli, bo liczymy na to, że uda nam się być w komplecie podczas koncertu dla Kacperka.
Ostatnio było o nas dosyć głośno a to za sprawą naszej lokalnej telewizji NTL oraz  Gazety Radomszczańskiej. W NTL został wyemitowany program pt.: (Nie)pełnosprawni autorstwa pani Moniki Cisowskiej, w którym możemy zobaczyć Kacperka;). Natomiast w Radomszczańskiej dzięki pani Agnieszce Kozłowskiej ukazał dosyć obszerny artykuł poświęcony naszej historii. Artykuł pani Agnieszki ukazał się także w społecznościowym portalu Interia360.
Chcieliśmy podziękować pani Monice i pani Agnieszce oraz ekipie NTL i  redakcji Gazety Radomszczańskiej za okazane wsparcie i pomoc, bo dzięki Wam jest dużo łatwiej walczyć z chorobą Kacpra.

Zapraszam wszystkich do oglądania i czytania o Kacperku:
NTL- http://tvntl.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2209&Itemid=108
Interia360- http://interia360.pl/artykul/prawdziwy-strong-man-kacperek,34819



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5904638,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zmiana znanego przysłowia!!!

wtorek, 04 maja 2010 22:00

Dzisiaj kolejny raz dowiedzieliśmy się, że Kacperek jest wyjątkowym dzieckiem. Po raz kolejny udowodnił nam, że nic u niego nie może być takie samo jak u wszystkich. A to wszystko za sprawą jednego nieszczęsnego zęba. Otóż normalnie ząbek jak gdyby nigdy nic się wyżyna i po sprawie, no ale u Kacpra to nie bo po co. Zrobił to się taki jeden podły torbiel i nie ma szans aby ten ząbek kiedykolwiek wyszedł samodzielnie, Więc czeka nas zabieg w znieczuleniu ogólnym, ponieważ trzeba mu pomóc się wyrżnąć. No i jak tu nie popaść w deprechę jak nawet taka głupia czynność jak wyżynanie się zębów nie może przebiec normalnie i spokojnie? I od dziś uważam, iż przysłowie „nieszczęścia chodzą parami" uważam za nieaktualne i nadaję mu nowe brzmienie: „nieszczęścia chodzą dziesiątkami". Trzymajcie kciuki za zabieg, bo może sam w sobie nie jest groźny, ale za to znieczulenie jest już za to zagrożeniem śmiertelnym. No ale niestety innego wyjścia nie ma i zabieg jest konieczny. Mam nadzieję, że nasz Strongman poradzi sobie i z tym problemem.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5864430,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Międzyleska majówka.

czwartek, 29 kwietnia 2010 12:52
Miał być miły pobyt w Krakowie, i zapewne jakis grill w planach, ale już po raz kolejny życie nam udowodniło, że nasze plany a scenariusz naszego życia to dwie różne sprawy. W efekcie wyszło na to, że maówkę spędzimy w CZD. Na oddział trafiliśmy w dniu wczorajszym, z pierwszych badań wynika, że to tylko infekcja układu moczowego, a nie tak jak to dotychczas było posocznica. No ale na ostateczne wyniki będziemy musieli troszkę poczekać. Kacuszka czuje się nieźle, uśmiech nie znika z jego Twarzy nawet na chwile. Czasami widać tylko, że go męczy temperatura. Liczymy głeboko, że mimo arcyzdolności Kacperka ten pobyt skończy się tylko na wybraniu antybiotyku. W sumie nie ma co narzekać bo wiosna w Międzylesiu jest bardzo ładna ;)

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5833743,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak na wykresie.

piątek, 16 kwietnia 2010 23:24

U nas w sumie jak na wykresie raz lepiej raz gorzej. Spędziliśmy tydzień w Radomsku co pozwoliło nam, a dokładnie Martynce i Kacperkowi troszkę poleniuchować, ja niestety musiałem wracać do pracy. Muszę przyznać, że każda godzina spędzona z dala od moich iskierek jest bardzo ciężką godziną.  Kacuszka ostatnio miewa gorsze dni, które niestety upływają na płaczu i częstych bezdechach. Zaczynam się mocno martwić o naszą dzidzie bo naprawdę czasami nie jest wesoło. Ale mimo wszystko Kacperek stara się cały czas uśmiechać i łobuzować. Ostatnio taką nową umiejętnością zdobytą przez Kacpra, jest wyrzucanie w trakcie usypiania smoka poza łóżeczko i po uśmiechu można stwierdzić, że jest z siebie bardzo dumny. Oczywiście jeśli Kacper za długo będzie czekał, aż któreś z nas podniesie smoka, to wtedy zaczyna się płacz i zgrzytanie zębów. I tak w sumie co wieczór.

Jutro kolejne spotkanie z rehabilitantem, już widzę minę Kacpra gdy go zobaczy. Jestem pewien, że wyleje wiadro łez, ale dzięki temu Misio nasz potrafi już  siedzieć samodzielnie przez kilka sekund. I powiem wam, że jest to ogromny sukces, który po części nie miał by miejsca bez Waszej pomocy, za co gorąco dziękujemy. Muszę już Kończyc bo mój syn zamiast spać ma ochotę na gitarowanie ;).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5776786,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Informacja

czwartek, 01 kwietnia 2010 11:35
Ze względu na wiele niemiłych komentarzy jesteśmy zmuszeni usunąć bloga. Wszystich serdecznie przepraszamy.

OCZYWIŚCIE, ŻE TO BYŁ ŻART PRYMA APRILISOWY ;) POZDRAWIAMY

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5706288,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Stara bieda!

środa, 31 marca 2010 17:48
Na samym początku, to wypada Was wszystkich mocno przeprosić za tą długą przerwę. Po prostu u nas nic ciekawego się nie dzieje. Kacperek ma się różnie, raz lepiej raz gorzej. Ale całe szczęście nie aż tak źle, żeby pojawiać się na oddziale. Choć CZD udało nam się odwiedzić, a to mianowicie za sprawą kontrolnej wizyty u neurochirurga. Całe szczęście według doktora jest wszystko ok. Że jest inaczej nawet nie dopuszczaliśmy do głowy. Z nowości no to zaczeła się już na całego rehabilitacja Kacperka. He, he muszę przeznać, że Kac nie jest zachwycony. Jak tylko widzi rehabiltanta to już zaczyna się płacz i zgrzytanie zębów. Patrzy tylko, to raz na mnie to  na Martynkę i szuka ratunku. No ale niestety, na nas nie ma co liczyć, i choć serce pęka to nie ma szans na ratunek, wkońcu to dla jego dobra Mam nadziej, że to kiedyś doceni.  Na sam koniec obiecuję, że już tak długich przerw nie będzie. Pozdrawiamy wszystkich gorąco.

Ps.: Zapraszam do obejrzenia materiału poswięconego Kacperkowi; http://tvntl.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2108&Itemid=108 .

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5703011,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Niezapowiedziana kontrola kliniki pediatrii i żywienia.

czwartek, 18 marca 2010 20:54

Była mega śnieżna, marcowa niedziela. Ja już spakowany i gotowy by powrócić do domku, by opowiedzieć Kacprowi jak było fantastycznie na spektaklu w Kinemie. I w sumie nic nie zapowiadało dalszych wydarzeń. I mimo tego, że były niezapowiedziane jednak się wydarzyły. Tak koło godziny 18:30 odebrałem telefon i słyszę:
- Cześć szwagierek, dzwoniła do Ciebie Martynka? - w słuchawce usłyszałem dziwnie brzmiący głos Justyny
- Nie, nie dzwoniła. A co się stało?- odpowiedziałem ze strachem w głosie.
- No jadą właśnie z młodym karetką do szpitala!
- Ale jak to? Dlaczego?- wolałem nie domyślać się odpowiedzi.
- A no złapał bezdech i nie chciał wrócić!
Jak ja to usłyszałem to myślałem, że padnę na zawał. Kurde jeszcze nigdy się tak nie zdarzyło, żeby Kacper nie chciał załapać, tym bardziej, że był wentylowany przy pomocy Ambu. Mimo ogromnej śnieżycy udało mi się dojechać w całości do Warszawy. W tym czasie Kacucha trafił do szpitala na Marszałkowskiej. No ale ze względu, iż Kacpra ten szpital w zupełności nie interesował, zapadła decyzja o przewiezieniu go do CZD. I jak tylko Kacper przekroczył próg izby przyjęć, to zaczął się tak śmiać jakby dziecko dostało od mikołaja wymarzoną kolejkę elektryczną. Był w w siódmym niebie. Oczywiście jak tylko zobaczył lekarzy, to nie było mowy już wtedy o żadnych bezdechach. Jak gdyby nigdy nic, Kacper nie pokazywał żadnych objawów bezdechowych. Co się później okazało wszystkie wyniki też miał dobre. I tak wszyscy wspólnie doszliśmy do wniosku, że Kacuszka postanowił zrobić niezapowiedzianą wizytę, aby skontrolować jak to klinika żywienia sobie radzi bez niego. I tak po odbyciu kontroli i zapisaniu wniosków, po trzech dniach wyszliśmy do domku. I muszę to przyznać szczerze Kacprowi to się nie podobało, ale jakoś wytrzymuje. Chyba musimy Kacpra zabierać zamiast na spacer do parku, to na wycieczkę na oddział.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5652461,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Oj się działoooooo.

niedziela, 14 marca 2010 0:24
Na samym początku to zacznę od podziękowań. A należą się one: harcerkom z 43 RDH "Płomienie"w szczególności Agnieszce Misiak oraz Aleksandrze Waszkiewicz; pani Anicie Pawlak-Zygmie, pracownikom Kina KINEMA, wszystkim osobom czynnie zaangażowanym w organizację i przebieg całego wydarzenia przede wszystkim młodym aktorom; wszystkim  przybyłym do Kinemy, radomszczańskim mediom oraz radomszczańskim firmom. Po prostu DZIĘKUJEMY Wam, za trud i wielkie serce, którym się podzieliliście. Kochani, dzięki Wam udało nam się zebrać:

2116,53zł.

Całość kwoty przeznaczona będzie na rehabilitację naszej Myszki.
Dla tych co nie byli, krótkie sprawozdanie. Muszę się przyznać, że już od tygodnia próbowałem sobie w głowie wszystko wyobrazić, i cóż jestem zmuszony powiedzieć, że moja wyobraźnia chyba jest zbyt uboga. Wszystko przerosło nasze oczekiwania. Kino już od godziny 14 zaczęło się powoli zaludniać, a z każdą upływającą minutą gości przybywało. Tuz przed rozpoczęciem wszedłem do sali kinowej, która już w większości była wypełniona (co muszę przyznać sprawiło mi wielką radość). Tuż po godzinie 15 wszystko się zaczęło. Po przywitaniu i przedstawieniu programu przedsięwzięcia, Agnieszka i Ola zaprosiły mnie na scenę. Powiem Wam szczerze, że to jakaś masakra była. Cały dzień układałem sobie w głowie co powiedzieć. No i niestety cały mój misternie układany plan wypowiedzi, legł w gruzach. Te kilka metrów drogi między fotelem a środkiem sceny, zachowało się niczym trójkąt bermudzki, zaś jego ofiarą stał się zasób mojego słownictwa. Stanąłem na scenie i tak mnie przytkało, że to jakaś masakra istna. Ale musicie mi uwierzyć, są to tak ogromne emocje, że tego po prostu nie da się opisać. Ale jakoś przez to przebrnąłem. Kurtyna poszła w górę. Pierwszą częścią wydarzenia był teatrzyk lalek, który przedstawiał nam wszystkim historię Kopciuszka. Bardzo ciekawą sprawą był fakt, iż nie było parawanu za, którym zazwyczaj chowają się aktorzy poruszający lalkami. Dzięki temu mogliśmy oglądając przedstawienie, widzieć każdy ruch "lalkowego" aktora. Nie wiem jak pozostałym ale mnie się bardzo podobało. W drugiej kolejności widzowie, mogli poznać w jaki sposób życie dorosłego człowieka jest postrzegane przez dzieci. I tu powiem szczerze, te fenomenalne i fantastyczne DZIECI, które były na scenie, rozłożyły mnie na łopatki. Uśmiałem się co niemiara. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić ogromu pracy jaki trzeba było włożyć, by tak fantastycznie przygotować małych aktorów. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Ale atrakcje nie kończyły się tylko na scenie. W holu głównym można było wziąć udział w loterii i wylosować jakiś miły gadżecik, zaś na piętrze można było obejrzeć wystawę poświęconą historii  KINEMY.   Ech ale jak to mówią, wszystko co dobre szybko się kończy. Nie inaczej było także w tym przypadku. Mam nadzieję, że mimo kilku usterek technicznych wszystkim się podobało, bo mnie muszę przyznać podobało się i to BARDZO. Ech kto nie był niech żałuje, bo naprawdę było warto.
Kończąc, jeszcze raz bardzo ale to bardzo mocno wszystkim w imieniu Kacperka, DZIĘKUJĘ.   
 


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5628644,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie może Cię zabraknąć!!!

czwartek, 11 marca 2010 21:48


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5616206,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Superowo

niedziela, 07 marca 2010 23:23
Cóż tu dużo pisać, jest super i tyle. Kacuszka ma się nieźle, nie wliczając lekkiej infekcji górnych dróg oddechowych. Powiem Wam szczerze, że wystarczy parę dni by pobytu w szpitalu nie pamiętać. Choć nie ma co ukrywać, nasz dom po części wygląda jak szpital. Ech nawet czasami mam wrażenie, że nawet trochę lepiej wyposażony, a nawet jeśli nie no to bez wątpienia z najlepszą kadrą medyczną, w postaci: "lekarz prowadzący" MAMA, "lekarz stażysta", TATA,"siostra przełożona" CIOCIA JUSTYSIA, oraz konsultacyjnie DZIADKOWIE. Muszę przyznać, że Kacprowi taka ekipa bardzo odpowiada. Zaś ze strony ekipy muszę powiedzieć, że to mega ciężka praca.Ale w przeciwieństwie do białego personelu nasza ekipa jest solidnie opłacana, Kacper każdego dnia przelewa na nas przecudowne uśmiechy, no i tak słodko się przytula, że aż szok. No i mam nadzieje, że Kacper postanowi nie wracać w bliskiej przyszłości do CZD.
I nawet nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. ;)

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5597294,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zapraszamy!!!!!!!!!!!!!!!!

wtorek, 02 marca 2010 22:03

W DNIU 13.03.2010r. O GODZ. 15;00
W KINIE KINEMA W RADOMSKU
ODBĘDZIE SIĘ SPECJALNY SPEKTAKL,
Z KTÓREGO DOCHÓD W CAŁOŚCI BĘDZIE PRZEKAZANY
NA RZECZ KACPERKA.
WSTĘP TYLKO 5 ZŁ

Z A P R A S Z A M Y ! ! ! !



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5570883,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bajka o jednym grosiku.

sobota, 27 lutego 2010 17:58

Dawno, dawno temu, w państwowej mennicy narodził się piękny malutki grosik. Gdy  leżał sobie w magazynie cały czas rozmyślał.
- Ech ciekawe gdzie ja trafię. Mam nadzieje, że trafię w jakieś dobre ręce.
Minęło parę dni a Grosik trafił ze swoimi braćmi do bankowego skarbca. Tam trafił w ręce bardzo miłej starszej pani, która wraz z innymi pieniążkami trafił do jej portfela. U starszej pani jednak nie posiedział długo. Trafił do kasy fiskalnej w supermarkecie.
- Nie wiedziałem, że pieniądze mają taki ciężki żywot.
Tam nie zabawił długo. Jako reszta trafił do mamy Jasia. Jaś jest gimnazjalistą.  Pewnego dnia przyszedł do mamy i zapytał:
- Mamo czy masz jakieś drobne, bo chcę iść z chłopakami na wesołe miasteczko?
- Tak skarbie, są w portfelu. Nie ma ich za dużo, ale mam nadzieje, że wystarczy- odpowiedziała mama.
- Super. Wielkie dzięki- z zadowoleniem krzyknął Jaś i trzymając w ręku pieniądze z naszym Grosikiem włącznie wyszedł z domku.
Jednak wbrew pozorom Grosik na wesołym miasteczku nie miał super zabawy. Od razu jak tylko Jaś znalazł się przy kasie chcąc kupić żeton na kolejkę górską, pieniążek wypadł na ziemię. Jaś tylko spojrzał jak Grosik się turla i ląduje między źdźbła trawy.

- Ej Jasiek chyba ci jakieś pieniądze wypadły- krzyknął kolega, który stał za nim w kolejce.

- Oj to tylko jeden grosz, nawet nie ma sensu się po niego schylać- odparł z drwina Jaś.

Panu Grosikowi zrobiło się bardzo smutno. Kilka godzin później zaczął padać deszcz. Co chwilę ktoś tylko przydeptywał Grosika, wgniatając go coraz bardziej w ziemię. Pieniążek był coraz bardziej załamany. Nawet guma do żucia, leżąca nieopodal, która przybierała różne zabawne kształty, nie była w stanie poprawić mu humoru. Leżał tak kilka dni. Zaczął już tracić nadzieję na to, że coś w swoim życiorysie zrobi dobrego. Nie raz słyszał w mennicy opowieści na temat tego jak to różne monety w dziwny sposób traciły swoją wartość. I tak dla przykładu historia jednej złotówki, która dla zabawy została położona na szynie kolejowej w celu zamienienia jej w śmieszny płaski bezwartościowy krążek. Albo pięćdziesięciogroszówka, która przez nieuwagę wpadła do toalety, kończąc swój żywot w podmiejskim kanale. Na myśl Grosikowi przychodziły, co i rusz to jakieś kolejne straszne historie. W pewnym momencie poczuł, że świat zaczyna mu się kręcić, a jego całego zaczyna ogarniać ciepło. Nagle ujrzał wesołą uśmiechniętą dziewczęcą twarzyczkę. Okazało się, że ta twarz należy do ośmioletniej Majki. Majeczka bardzo się ucieszyła, bo wiedziała co z nim zrobi. Dziewczynka miała w klasie kolegę, który uległ ciężkiemu wypadkowi. Potrzebuje teraz kosztownej rehabilitacji, ale niestety największym problemem był brak funduszy na jej przeprowadzenie. Dlatego też pani w szkole postanowiła pomóc rodzicom Marcina i w szkole ustawiła specjalną skarbonkę. Następnego dnia, na przerwie między lekcjami Maja podeszła do skarbonki i wrzuciła tam Pana Grosika. Upadł z wesołym brzękiem. Pieniążek nagle poczuł się potrzebny. Całej sytuacji przyglądała się wychowawczyni. Podeszła i położyła rękę na ramieniu dziewczynki.  Chciała coś powiedzieć, ale Maja była pierwsza:

- Przepraszam nie mam więcej a tego grosika znalazłam w trawie i od razu wiedziałam, co z nim zrobię.

- Ależ Maju nie przejmuj się tym, że to tylko grosik. Wyobraź sobie teraz, że każdy uczeń naszej szkoły wrzuci po groszu, z takiej góry grosików czasami potrafi się zrobić naprawdę pokaźna suma. Dzięki niej Marcin będzie mógł szybciej wrócić do zdrowia- odparła pocieszająco nauczycielka.

Chwilę później obie usłyszały dzwonek i wróciły na zajęcia.

Minęło kilka tygodni. Do szkoły z uśmiechem na twarzy powrócił Marcin. Był bardzo szczęśliwy z powodu, że ma tylu wspaniałych przyjaciół. Maja też była bardzo zadowolona, bo wiedziała, że mimo wrzucenia tak małej kwoty, mogła się przyczynić do szybkiego powrotu kolegi do szkoły. Nauczycielka zaś była bardzo dumna, że ma tak wspaniałych i dojrzałych uczniów. Zaś pan Grosik, który krążył w wirze gospodarczym był najszczęśliwszym groszem na świecie, bo wiedział, że dzięki niemu ktoś odzyskał nadzieje na lepsze jutro.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5554152,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szczęśliwe dni ;)

sobota, 27 lutego 2010 17:22
Inaczej nie można nazwać ostatnich dni. Nie ma co ukrywać jest bosko. Ech to jest przecudowne, wyobraźcie sobie, że wracam do domku po pracy a tam czeka na mnie Martynka i Kacperek. Nareszczcie wstaje rano i wiem, że ten dzień będzie boski bo wychodząc mogę dać buziaka Kacuszce i mej kochanej żonce. Do domku Kac wrócił we wtorek. Muszę powiedzieć, że był bardzo mocno zdziwiony tym faktem. No ale cóż wyjścia nie miał i musiał przyjąć informację, że czas opuścić oddział. Jesteśmy mega szczęśliwi. Dzisiaj byliśmy sobie na normalnym rodzinnym spacerku. Niby zwykła rodzinna sytuacja, zwykły spacer, ale dla nas to tak  jakaś wymarzona wycieczka do ciepłych krajów. Spacerowaliśmy sobie po prześlicznym parku wilanowskim i Kacperek miał pierwszą wizytę w Mc donaldzie.  Całe dwie godziny podróży do normalnego świata. Nie było miejsca na myślenie o tym, iż Kacuszka jest chory. Mimo tego, że jest to tykająca bomba, która w każdej chwili może eksplodować, podczas takiego spacerku wogóle się o tym nie myśli. Wszystko oczywiście będziecie mogli zobaczyć na fotkach. Miejmy nadzieję, że takie chwile nie będą rzadkością.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5553982,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

OTO ONA

wtorek, 23 lutego 2010 15:07
JESTEŚMY W DOMKU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JUPIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5534197,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nasz apel o pomoc.

niedziela, 21 lutego 2010 21:55

Kochani,
zwracamy się do Was, z ogromną prośbą. Bo tylko dzięki waszej pomocy, nasz Kacperek będzie miał szansę na w miarę normalne życie. Kacper wymaga kosztownej rehabilitacji. Godzina takich ćwiczeń kosztuje od 80 do 120 zł. Są to koszty, które w dużej mierze przekraczają nasz domowy budżet. Do samych kosztów rehabilitacji dochodzą też koszty różnego typu medykamentów typu: cewniki do odsysania, worki stomijne, plastry, filtry do rurki, itp.. W części są te rzeczy refundowane przez NFZ, ale niestety limit z góry ustalony, jest niewystarczający, więc braki musimy  uzupełniać we własnym zakresie. Mamy w najbliższych planach zakup pulsoksymetru, który jest nam niezbędny do kontrolowania czynności życiowych Kacpra, co przy jego częstych bezdechach jest bardzo ważną sprawą. Żyjemy z jednej pensji, która w większości przeznaczona jest na wynajem mieszkania. Więc jak sami widzicie nie jest kolorowo. Jeśli nie jesteś wstanie nas wspomóc finansowo, to wystarczy, że wszystkim swoim znajomym powiesz o Kacperkowym świecie. Kto wie może dzięki temu znajdzie się ktoś, kto będzie miał taką możliwość. Wszystkim z góry bardzo dziękujemy.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5527454,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z zaskoczenia!

środa, 17 lutego 2010 22:11
U nas, jak narazie wszystko powoli wraca do normy. Kacperek z dnia na dzień coraz bardziej się uśmiecha i bawi. Jego ulubioną zabawą i podkreślę fakt, że tylko jego, jest ślinienie się na potęgę. Przypomina to troszkę nadchodzące roztopy po tegorocznej zimie. Czasami mam wrażenie, że ktoś zamontował Kacuszce jakiś kranik w środku, który co jakiś czas sam na maksa się odkręca. A najbardziej to się ślini jak się śmieje, a że śmieje się praktycznie cały czas to i tego płynu jest też sporo;).  Teraz krótka informacja na temat niedowładu lewej rączki. Co tu dużo mówić jest lepiej, pani rechabilitantka powiedziała, że jest całkiem nieźle. I jak by to powiedzieć, tylko takie informacje nas interesują i bardzo cieszą. Mamy nadzieję, że tych dobrych będzie jak najwięcej. A teraz nawiążę do tytułu. Tyczy on się wyjścia do domku, a dokładniej to pani doktor powiedziała nam, że wiadomość o wyjściu do domku będzie zaskoczeniem, bo jeśli Kacper dowie się wcześniej to zdąży coś wykombinować. Ale tak między nami czuję, że to już niedługo, tylko proszę nie mówcie o tym głośno, żeby Kac nie usłyszał;).

Ps.: Kacper kazał wszystkich bardzo gorąco pozdrowić i powiedzieć, że  bardzo ale to bardzo dziękuje wszystkim dobrym duszkom.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5509482,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nareszcie z górki.

poniedziałek, 15 lutego 2010 12:13
W sumie to do tytułu nic dodawać nie muszę, ponieważ on wyraża wszystko. Kacuszka nasza kochana, wróciła do siebie. Cały czas sie uśmiecha i zaczyna już psocić, niestety lewa rączka dalej jest niewładna więc troszkę mu ciężko. Ale nie ma to tamto, troszkę się nad nią popracuje i będzie gitara.Muszę przyznać, że było bardzo ciężko, ale jak to mówią co nas nie zabije to nas wzmocni. Heh teraz musimy jeszcze się wzmocnić i szykować się do domku, tylko nie mówcie Kacprowi bo jak to usłyszy to na pewno coś wykombinuje, on już tak ma. W sumie w szpitalu da się żyć, ale to nie nie równa się z domem. Kacperek prześlicznie wygląda w swoim łóżeczku, zawsze leży na wznak ręce rozłożone w bok, tak że aż wystają dłonie za szczebelki, i smok prawie już wiszący na wardze. Powiem wam, że ten widok jet nieziemski. Miejmy nadzieję, że już wkrótce będę mógł rano wychodząc do pracy dać buziaka Kacperkowi i Martynce, i że po powrocie przywita mnie cudowny uśmiech mojego dziecka.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5498440,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ciężkie czasy.

czwartek, 11 lutego 2010 9:39
Witam,
wybaczcie tą przerwę ale działo się u nas bardzo dużo. I to muszę powiedzieć, że niezbyt ciekawie. Po piątkowy zabiegu Kacerek, nie czuł się najlepiej. I nie wiadomo było czy to ze względu na stan po zbiegu czy może coś się działo. Na odpowiedź nie musieliśmy czekać długo. W niedzielę rano Kacper dostał niedowładu lewej strony ciała. Po tomografii komputerowej wyszło, że zastawka w ogóle nie drenuje i w główce są mocno poszerzone komory boczne mózgu ze śladami krwi. Momentalnie też zapadła decyzja o zabiegu rewizji zastawki. Okazało się, że dren zastawki zablokował się skrzepem krwi.  Neurochirurg wymienił nam dren na nowiutki. Pierwsze godziny po zabiegu Skarbek nasz spędził pod respiratorem, a cala dobę przebywał na sali pooperacyjnej, co dla nas było rzeczą straszną ponieważ mogliśmy sobie na niego popatrzeć przez szybkę i to tylko kilka minut. Na drugi dzień wróciliśmy na nasz oddział. Ale dalej Kacperek jest w nieciekawym stanie. Bardzo powoli wraca do siebie, i mimo wielkich cierpień widocznych na jego słodkiej twarzy, potrafi pojawić się uśmiech. Wczoraj mieliśmy tomografie i rtg klatki piersiowej i muszę powiedzieć, że wyniki są zadowalające. Miejmy nadzieje, że i to starcie z choroba wygramy. Choć przyznaję, że góra pod którą idziemy zaczyna robić się coraz bardziej stroma i wyboista. Dobijającym faktem jest też to, że w momencie gdy Kacuszka walczył o życie na sali pooperacyjnej, ktos bezczelny ukradł nam kacperkowo-misiową kurtkę. Musiała być to jakaś cudowna mamusia, która wiedziała, że nas nie ma w sali i postanowiła załatwić swojemu dziecku super kurteczkę. W głowie mi się nie mieści jak można zrobić coś takiego, tym bardziej że na pewno zdaje sobie sprawę z naszej sytuacji materialnej, która niestety nie jest kolorowa. Ale wiem jedno nawet takie przykre sytuacje nas nie złamią, a nam pozostaje się tylko modlić do pana Boga o troszkę rozumu dla takich osób.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5481237,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

;)

niedziela, 07 lutego 2010 2:31


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5464847,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tuż po świętach.

niedziela, 07 lutego 2010 1:52


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5464808,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Kocham" polską służbę zdrowia.

piątek, 05 lutego 2010 21:48
Powiem Wam szczerze, że brak mi słów na temat tego co się w ostatnich dniach u nas działo. To jak się odbył poniedziałkowy zabieg już wiecie. Ale wczoraj wszystko sięgnęło apogeum. Mianowicie cały dzień czekaliśmy na operację, w końcu zawołali nas na blok operacyjny o godz. 20:30. I co się dowiedzieliśmy od pani anestezjolog? "No nie przeprowadzimy zabiegu bo jest już późno, a ja mieszkam na końcu świata i nie będę po nocach jeździć po nocach". To właśnie usłyszeliśmy od pani doktor i pielęgniarki więc nam kazała wrócić na oddział, a na zabieg pojechało inne dziecko.Powiem Wam, że kompletnie mnie to rozbiło. Jak można rodzicom taką argumentacje rzucać. Wiem jedno z chorobą Kacpra jesteśmy wstanie walczyć ale z takim podejściem ludzi, którzy maja się zająć ratowaniem naszego dziecka, nie jesteśmy wstanie walczyć, po prostu nie wiemy jak. Ale dzięki naszej z lekka zirytowanej postawie, Kacprowi wszczepiono dzisiaj tego broviac'a mimo tego, że dziś rano był planowany dopiero na poniedziałek. Zabieg obył się bez komplikacji, a Kacperek miejmy nadzieje dojdzie do siebie, bo muszę przyznać, że nie czuję się najlepiej;(. Mam nadzieje, że ma w sobie jeszcze tyle siły by walczyć.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5460038,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czas pokaże.

środa, 03 lutego 2010 22:04
To jest jedyne co teraz często słyszymy. To właśnie czas ma nam pokazać co będzie. Wszystko spowodowane jest nową zastawką, jest ona wielkim zagrożeniem dla Kacperka ale też i jedynym ratunkiem. Jest to zastawka komorowo-opłucna, czyli jak sama nazwa wskazuje odprowadza ona płyn z układu komorowego do opłucnej i tu pojawia się problem. Polega on na tym, iż opłucna może sobie nie poradzić z wchłanianiem płynu mózgowego, co może w konsekwencji doprowadzić do niewydolności krążeniowo-oddechowej. No ale to już jest mega czarny scenariusz, który miejmy nadzieje nie będzie miał miejsca. Kacperek nie czuje się najlepiej, coraz gorzej znosi kolejne zabiegi, a najgorsze jest to, że czeka nas jeszcze jeden i to najprawdopodobniej już jutro. Ech ale mimo tego wierze, że wybrniemy z tego dołka, że zastawka zacznie pracować tak jak trzeba, a jutrzejsza operacja przebiegnie bez komplikacji. Trzymajcie kciuki.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5452146,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

:/

poniedziałek, 01 lutego 2010 21:54
Witam,
jesteśmy po zabiegu. Sam zabieg oraz wybudzanie odbyło się bez komplikacji. Kacuszka czuje się nawet dobrze, choć troszkę jest obolały i marudny. Ech i z tego jak najbardziej się cieszymy. Ale świat nie może być do końca piękny i idealny, bo zawsze musi się coś zrypać. Dlaczego taki pesymizm w mych słowach? Już tłumaczę. Jak wiecie Kacperek miał mieć dzisiaj wszczepianą  zastawkę oraz cewnik Broviac'a. No ale niestety dziwnym trafem została wszczepiona tylko i wyłącznie zastawka. I nie wiadomo dlaczego mimo, iż wczoraj podpisywaliśmy wszystkie zgody na zabieg, lekarze chirurdzy nie mieli pojęcia o tym, iż Kacperek miał mieć dzisiaj zakładanego Broviac'a. Nie mam pojęcia czy zawinił lekarz prowadzący czy może siadła komunikacja na  innym szczeblu. Kompletnie nie rozumiem takiej sytuacji. W związku z tym czeka nas jeszcze jedna operacja, wszczepienia nieszczęsnego cewnika. Najgorsze jest to, że robi nam się jakieś dziwne spotkania, jakieś konsylium, na którym tłumaczy nam się, że każdy zabieg to jest ogromne ryzyko, że takich zabiegów powinno być jak najmniej, wbija nam się do głowy, że któregoś dnia Kacperek może się nie wybudzić z narkozy a tu nagle popełnia się taką pomyłkę. Powiem wam, że przez takie sytuacje totalnie podupadam na duchu, bo cóż z tego, że Kacper walczy z całych sił z chorobami jak tu zamiast mu pomagać to się utrudnia. Ja rozumiem każdy z nas jest człowiekiem i ma prawo do pomyłek, potknięć ale kurde tu chodzi o nasze dziecko. Przez takie sytuacje naprawdę wiara mocno słabnie. Przeżyliśmy kolejne godziny przed blokiem operacyjnym, mając nadzieje że są to jedne z ostatnich, że po tym może być już tylko lepiej, ale cóż widać że na to będziemy musieli jeszcze troszkę poczekać. Ale zapewniam Was wszystkich, że dokąd nasz Bąbelek walczy my się nie poddamy choćby nie wiem jak było ciężko.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5444502,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Byle do poniedziałku.

czwartek, 28 stycznia 2010 23:56
Na poniedziałek właśnie jest zaplanowana operacja wszczepienia nowiutkiej zastawki i cewnika broviac'a. Nie powiem mamy troszkę obaw co do zabiegu a raczej samej narkozy, która według lekarzy jest dla Kacpra ogromnym zagrożeniem. No ale głęboko wierzymy, że obejdzie się bez komplikacji;). Nowością dla nas będzie zastawka, ponieważ końcówka drenu będzie w opłucnej, a to ma czasami różne skutki. Ale patrząc na Kacuchę wiem, że nie ma się co martwić na zapas.
Dni, które minęły a nie znalazły się w żadnym wpisie poprostu były takie jak codzień, bez żadnych rewelacji no może poza tą, że Kacperek przy delikatnej naszej pomocy wyrwałby sobie drenaż z główki. Cała historia zakończyła się wizytą neurochirurga i małym szyciem. Co do dnia dzisiejszego to postanowiłem sobie, że napiszę o Kacperkowym uśmiechu. Wyobraźcie sobie moi drodzy, że ja bardziej szczerego i wspanialszego uśmiechu nie widziałem nigdy w  życiu. To jest tak mega super uczucie gdy na dzień dobry dostaje się taaaaki uśmiech. Gdy go widzę to czuję się tak jakby na każde moje pytanie, każdą moją wątpliwość Kacper odpowiadał: "nie martw się tato, przecież wiesz, że będzie wszystko dobrze", i wiecie co ja w to wierzę. Ale wiem też, że ten uśmiech mówi: "Mamo, Tato kocham was najmocniej na świecie". I kto wie może choroba nigdy nie pozwoli nam usłyszeć słów Kacperka to wiem, że tym uśmiechem jest on wstanie wyrazić wszystko. Pewnie wielu ludzi w takiej sytuacji krzyczało by do Boga dlaczego to ich spotkał taki los, a ja mogę stanąć przed Nim i podziękować z całych sił, że to właśnie nas wyróżnił takim Skarbkiem. Na koniec mych rozczulań napiszę tylko, że JESTEM DUMNY Z MEGO MAŁEGO STRONG MAN'A.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5427209,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

W oczekiwaniu!

poniedziałek, 25 stycznia 2010 13:54
Dalej nie wiemy kiedy zabieg. Wstępnie planowany jest na czwartek lub piątek. Ale lekarze jescze nie wiedzą do końca jak on będzie wyglądał.  Za to Kacperka humor nie odpuszcza. I to dzięki temu mamy siłę walczyć, choć przeciągający się pobyt w szpitalu mocno wpływa na nasze samopoczucie. Ale musimy głęboko wierzyć, że niedługo opuścimy mury CZD i nie będziemy już tak często tutaj wracać.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5411506,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Trochę teraźniejszości.

piątek, 22 stycznia 2010 23:04
Zacznijmy  od grudnia. To właśnie wtedy po raz kolejny trafiliśmy do szpitala z kolejną już posocznicą. Ech i pech chciał, że święta spędziliśmy w szpitalu. Choć nie ukrywam, były to bardzo przyjemne święta. Ubraliśmy sobie taka mała, tyci tyci choinkę, był stół ładnie nakryty i mnóstwo wspaniałych potraw, odgrzewanych w mikrofali. A no i oczywiście taaaaaaaka sterta prezentów ( rzecz jasna, że dla Kacperka:-]) . I jedynym plusem wigilii w szpitalu to był fakt, iż uchroniliśmy się przed nadmiernym przyrostem wagi ;). Dwa dni świąt upłynęły pod hasłem wizyt "Mikołajodziadków" czyli naszych kochanych rodziców. I jak zwykle pod względem prezentów Kacucha był górą. Święta minęły. Przyszedł sylwester,tego właśnie dnia opuściliśmy szpital. To był nasz pierwszy wspólny sylwester, ponieważ ubiegłoroczny ja spędziłem w pracy na służbie. Kacper Nowy Rok przywitał o czasie Greenwich, ponieważ poszedł spać o godz. 23;30. I pewnie nawet jakby obok detonowano miliony kilogramów trotylu, to i tak  by się nie obudził. Noworoczny weekend minął pod hasłem: "błogie lenistwo". Niestety nie trwało ono długo, bo już 5 stycznia pojawiliśmy się w drzwiach naszej kochanej kliniki. Każdy miał nadzieje, że to tylko fałszywy alarm wywołany ząbkowaniem, ale niestety diagnoza znana od miesięcy - posocznica. Tym razem jednak lekarze postanowili skutecznie zwalczyć Enterococusa, więc 13 stycznia Kacper przeszedł kolejną już operację. Tym razem została wyjęta zastawka oraz cewnik broviac, ponieważ prawdopodobnie bakteria w ktorymś z tych cewników wybrała sobie miejsce na kolonizacje. Zabieg trwał ponad 5 godzin i był to jak narazie najdłuższy zabieg. Lekarze od kilku już miesięcy straszą nas, że każdy zabieg ze względu na znieczulenie jest ogromnie niebezpieczny dla naszego synka, ale Kacper ma chyba inne zdanie i całe szczęście z wybudzeniem nie było większych problemów. Obecnie  Kacper ma założony drenaż zewnętrzny, co niestety jest mega uciążliwe dla nas i Kacperka, bo do czasu założenia nowej zastawki musi  on ciągle leżeć. Ech, ale mimo tego Kacper dalej jest mega uśmiechniętym dzieckiem i cały czas myśli co tu nabroić, rozweselając cały personel medyczny kliniki. Wyobraźcie sobie, że Kacucha potrafi śmiać się ze wszystkiego. Najbardziej jednak to się śmieje, gdy mówimy podniesionym tonem żeby nie ruszał jakiegoś kabelka podłączonego do niego. Taaak kabelki to jego najlepsza zabawka tym bardziej, że rodzice nie pozwalają się tym bawić, bo jak to mówią zakazany owoc najlepiej smakuje. Ostatnio np. zrobił nam psikusa i wyjął sobie rurkę tracheostomijną. Masakra jak ja się ze stresu spociłem, kompletnie nie wiedziałem o co chodzi ale trzeźwość umysłu mojej żony i idealna współpraca pozwoliła na opanowanie sytuacji. A Kacper oczywiście miał ubaw po pachy. Dzisiaj mieliśmy tomografię, która ma pokazać jak to tam u niego wyglądają żyły. Wyniki pewnie w poniedziałek i też tego dnia  zapadnie decyzja kiedy zabieg wszczepienia nowej zastawki i cewnika. Ech stresu co nie miara, ale jak to mówią u mnie w pracy: nie takie imprezy się kładło ;). Jak narazie staramy się nie martwić na zapas, bynajmniej przy takim uśmiechu ciężko się zamartwiać.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5401039,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Troszkę historii w skrócie.

niedziela, 17 stycznia 2010 22:44

Wszystko zaczeło się dnia 2 pażdziernika 2008r., to wtedy usłyszeliśmy straszną diagnozę: rozszczep kręgosłupa z przepukliną oponowo-rdzeniową. Jak to usłyszałem poczułem sie jakby mi sie świat zawalił. Z zaleceń lekarza Martynka trafiła odrazu do Centrum Zdrowia Matki Polki. Nastepnego dnia czyli 3 października, poprzez cesarskie cięcie o godzinie 12:05 przyszedł na świat nasz cudowny synek. Odrazu po porodzie Kacperek został zaintubowany i podłączony do respiratora. Pierwsza rozmowa z panią doktor załamała mnie totalnie. Właściwie nie dawała ona zbyt dużych szans na przezycie Kacpra. Pozwolono mi go zobaczyć! Mym zapłakanym oczom ukazał się prześliczny chłopczyk. Pierwsza myśl: "Boże jaki on jest śliczny" Muszę Wam powiedzieć, że to cudowne uczucie widzieć SWOJEGO nowonarodzonego synka. I biegałem tak pierwszy dzień między Martynka a Kacperkiem udając przed nią, że z Kacuszką wcale nie jest tak źle. Po paru godzinach zapadła decyzja o operacji plastyki kręgosłupa, która była wyznaczona na nastepny dzień. Udało nam sie przed zabiegiem dokonać chrztu Kacperka. Niestety ze wzgledu na stan zdrowia Martynki przy tym nie było, co podłamało ją psychicznie. Chrzest ten nie miał nic wspólnego z radościa, wręcz przeciwnie była to mega smutna uroczystość. Czułem się tak jakby tam gdzieś w główce była myśl, iż Misiek może tego zabiegu nie przeżyć. Ale jak to mówią: wiara czyni cuda. Zabieg trwał koło godziny, odbył się bez komplikacji (pierwsza pozytywna wiadomość).   Kacuszka trafił do Kliniki Intensywnej Terapii i Wad Wrodzonych Noworodków i Niemowląt. No i zaczeła się nasza ośmiomiesieczna przygoda z tym oddziałem. Kilka godzin po zabiegu udało mi sie przywieźć z drugiego budynku Martynkę. Więc byliśmy w komplecie. Mimo zmęczenia po operacji Skarbek nasz wyglądał przecudownie. Pierwsze dni wygladały praktycznie tak samo. Od rana do późnego wieczora na oddziale i powrót na noc do domu. Powoli dochodzilismy do siebie. Próbowalśmy to sobie wszystko poukładać, pojawiły się różne pytania zaczynajace sie od "dlaczego". Wiadomo, pytania bez odpowiedzi. Kacperka stan był stabilny. Pojawiły sie pierwsze próby rozintubowania, ale niestety zakończone fiaskiem. Po trzech tygodniach pojawił sie nowy problem. Otóż po zamknieciu kręgosłupa i plecków płyn rzdeniowo-mózgowy, który sobie wypływał przez ową dziurę zaczął gromadzić się w bocznych komorach mózgu, co możemy rozumieć jako wodogłowie.Zapadła decyzja o wszczepieniu Kacperkowi zastawki komorowo-otrzewnowej , która miała na celu odprowadzenie nadmiaru płynu do brzuszka. Wszystko poszło bez problemu. Kacperek dosyć szybko dochodził do siebie, poza jednym elementem, dosyć ważnym elemntem a minowicie oddychaniem. Kacuszka nie mógł sobie poradzić z samodzielnym oddychanie więc cały czas był podłączony do respiratora. Mimo wielu prób rozintubowania przeprowadzonych przez lekarzy oraz naszego kochanego synka, nie udało się. I wtedy zawisła nad nami czarna chmura w postaci rurki tracheostomijnej. Była to dla nas wizja nie do przyjęcia. Ale po kilku konsultacjach ze sławami ze świata medycyny, wizja tracheostomii okazała się jedyna dobrą. Więc 9 grudnia został przeprowadzony zabieg założenia Kacprowi tracheostomii.  Powiem szczerze, że bardzo ciężko było się pogodzić z waidomością, iż Kacperek będzie oddychał poprzez rurkę w szyi. Ale dzięki niej Kacperek zszedł z respiratora, co było dla nas przeogromnym krokiem w przód. I tak powoli nadeszły święta, które spędziliśmy na oddziale. Sylwester minął niezauważalnie. Nowy rok miał być o wiele szczęśliwszym. Styczeń przyniósł wizję wyjścia do domku. Ale jak się okazało nie było to takie proste. Misio zalał sobie płuco mlekiem i w ten oto sposób wyladowaliśmy na sondzie, przez którą zaczęliśmy go karmić. Ale codzienne wkładanie sondy do żołądka było dosyć uciążliwe i troszkę niebezpieczne. Pojawiła się nowa wizja, mianowicie postanowiono Kacprowi założyć gastrostomię, czyli taki specjalny cewnik w brzuszku wprost do żołądka. Zabieg wykonano 16 lutego. I teoretycznie według lekarzy wszystko odbyło się bez komplikacji. Ale to tylko w teorii, w praktyce było całkiem inaczej. Kacper zaczął goraczkować, dostał biegunki, a lekarze kompletnie nie mieli pomysłu co zrobić, żeby ten stan rzeczy zmienić. Dnia 8 marca Kacper wylądował na Sali intensywnej terapii podłączony do respiratora. Nikt nam nie mógł wytłumaczyć co się dzieje. Misio cały napuchł wyglądał strasznie. Stan Kacpra z godziny na godzinę stopniowo się pogarszał. W efekcie nastepnego dnia neurochirurdzy usunęli Kacprowi zastawkę. Emocje sięgały zenitu, a sięgnęły dnia nastepnego to jest 10 marca we wtorek. Wieczorem tak koło godziny 18 wracaliśmy na oddział po kolacji. Wtedy wyszedł do nas lekarz i oznajmił, że Kacper umiera. Nie da się tego opisać co człowiekowi przechodzi przez głowę gdy się słyszy takie słowa. Nawet teraz jak to piszę robię przerwy by otrzeć łzy. Weszliśmy do sali staneliśmy nad łóżeczkiem a pani doktor kazała nam się z naszą Myszką pożegnać. Serduszko Kacperka się zatrzymało. Całe szczęście tylko na chwile. Lekarzom:dr Guzowskiemu i dr Stefańskiej nie zabrakło determinacji by ratować życie naszego dziecka. Po tej przygodzie Kacperek dochodził bardzo długo do siebie. Po dwóch tygodniach lekarze postanowili zrobić zabieg rewizji otrzewnej, w efekcie której Kacprowi wycięto 90% jelita grubego i  kilka cm jelita cienkiego oraz została wyłoniona stomia. Gdy Kacperek doszedł do siebie, wszczepiona została nowa zastawka tym razem komorowo-przedsionkową. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Kacperek ma zespół Arnolda Chiariego, który według neurochirurgów z ICZD nie jest już operacyjny. Rokowania synka lekarze ocenili jako beznadziejne. Pojawiły się też problemy z wchłanianiem wartości odżywczych z jedzonka. Dzięki temu 3 czerwca trafiliśmy do Instytutu Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie do Kliniki Pediatrii i Żywienia. Dzięki kadrze medycznej tego oddziału zaczęliśmy robić ogromne postępy. Kacuszka po raz pierwszy  zaczął się śmiać, zaczęliśmy mieć z nim kontakt co było wielkim osiągnięciem. W Warszawie Kacperek dorobił się nowej zastawki bo ze względu na posocznice ta łódzka musiała być usunięta. Kacperkowi także wszczepiono cewnik broviac’a do żywienia pozajelitowego. W sierpniu złamała nam się nóżka choć nikt nie ma pojęcia jak to się stało, teorie są różne jedna z nich mówi, że Kacper po nocach wychodził do swej dziewczyny Oli (zresztą jednej z wielu). I wreszcie nadeszła wiekopomna chwila, czyli wyjście do domku. Byliśmy tak mega szczęśliwi, że aż to w głowie się nie mieści. w domku byliśmy 10 dni i znowu wróciliśmy na oddział z posocznicą. I wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że tak właśnie będzie wygladało nasze życie, pare tygodni w domu i parę tygodniu w szpitalu.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5380333,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 12 lutego 2012

Licznik odwiedzin:  11 503

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O mnie

Jesteśmy rodzicami Kacperka naszego największego szczęścia, które każdego dnia walczy z cięzką chorobą.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.06.2011 9:54:07
  • autor: Kasi Olivares
  • treść: Posiadasz wysmienite...

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 04.02.2012 11:21:58
  • autor: abibracoazida
  • punkty: 100
  • treść: Hi all football fans...

Lubię to